Projekt kulturowo-językowy – Szwajcaria 2017

W dniach 19 – 26 marca 2017 r. pod opieką p. prof. A. Żychlińskiej, p. prof. I. Piekut i p. prof. P. Matuszewskiego 40-osobowa grupa uczniów naszej szkoły z klas pierwszych i drugich wzięła udział w projekcie językowym –„Zróżnicowanie kulturowe w Szwajcarii”.

          Po prawie 20 godzinnej (lecz jakże miło spędzonej) podróży autokarem, dotarliśmy do stolicy kraju – malowniczego Berna. Tam, pod niezwykle charakterystycznymi dla tego miasta arkadami, odbyliśmy spacer wokół starówki. Podziwialiśmy największą w Szwajcarii gotycką katedrę, gmach rady kantonów oraz niesamowitą panoramę Berna, roztaczającą się z mostu nad rzeką Aare. Był także moment, na szybkie przypomnienie teorii względności pod fasadą domu Alberta Einsteina…

          Po pobycie w stolicy, udaliśmy się do naszego ośrodka, usytuowanego na wzgórzu, z przepięknym widokiem na jezioro Schwarzsee w kantonie fryburskim. Położenie budynku było naprawdę świetne… i pozwoliło nam utrzymać dobrą formę przez cały pobyt. Droga na górę był tak stroma, że autokar nie był w stanie zawieźć nas na miejsce. Zatem, codziennie czekał nas przyjemny spacerek…

 Oczywiście jak to Szwajcarii, w ośrodku wszystko musiało działać jak w zegarku. Otrzymaliśmy zatem przydział obowiązków oraz zostaliśmy zapoznani z obowiązującymi zasadami. W razie jakichkolwiek wątpliwości ratowały nas wszędzie poumieszczane instrukcje, a do utrzymania porządku zachęcał pokaźny arsenał szczotek umieszczony na każdym piętrze. Ordnung muss sein!

          Podczas tygodniowego pobytu, odwiedziliśmy prawie wszystkie najpiękniejsze miejsca francuskojęzycznej części Szwajcarii, czyli kantonów Vaud i Fryburg. Spacerowaliśmy promenadą w Montreux – położonym nad Jeziorem Genewskim, ekskluzywnym mieście, przypominającym bardziej śródziemnomorski kurort niż alpejskie miasto. To tutaj wiele lat swojego życia , spędził wokalista Queen – Freddie Mercury. Pamiątkami po piosenkarzu są, usytuowany na skraju jeziora jego pomnik oraz studio nagraniowe. Obowiązkowym punktem była także wizyta w położonym nieopodal zamku Chillon – najczęściej odwiedzanej atrakcji Szwajcarii.

          W pamięci zapadły nam również na pewno spacery po przepięknych miasteczkach jak Fryburg, Biel/Bienne czy Gruyères. Podczas pobytu w tym ostatnim – chyba najbardziej malowniczym, bo położonym na wzgórzu z zapierającym dech w piersiach widokiem na Alpy – zwiedziliśmy zamek oraz muzeum twórczości H.R. Gigera (znanego m.in. ze scenografii do filmu „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”) .

          Nie zabrakło również przeżyć kulinarnych. Wizyty w najstarszej w Szwajcarii fabryce czekolady – Cailler, czy wytwórni najsłynniejszego w tym kraju sera – Gruyères dostarczyły ciekawych informacji na temat ich historii i metod produkcji. No i oczywiście rozpieściły podniebienia – degustacja była obowiązkowym (i chyba najbardziej oczekiwanym) punktem programu!

          Podczas pobytu w Lozannie, mieliśmy niepowtarzalną możliwość hospitacji lokalnej szkoły i zapoznania się ze szwajcarskim systemem edukacji. Podczas wizyty uczestniczyliśmy w lekcjach francuskiego, historii, filozofii, matematyki i włoskiego oraz ćwiczyliśmy zdolności językowe, rozmawiając z uczniami. Przyjęliśmy sobie za punkt honoru nauczenie ich, choć kilku polskich słów i udało się! Notując wymowę polskich zwrotów oraz naszych imion Szwajcarzy dzielnie wypowiadali „sz” i „dzi”. Mieliśmy wspólnie mnóstwo zabawy. W międzyczasie, w szkolnej stołówce, poczęstowano nas lokalnymi specjałami. Zostaliśmy przyjęci po królewsku!

          W Lozannie odwiedziliśmy również Muzeum Sztuki Naiwnej, zawierające obrazy i rzeźby stworzone przez osoby nie mające wykształcenia artystycznego, często zmagające się z problemami psychicznymi i odrzuceniem przez społeczeństwo. Podziwianie dzieł pozwoliło nam spojrzeć z innej perspektywy na sztukę i otaczające nas przedmioty, niejednokrotnie wykorzystane w pracach.

          W czasie całego wyjazdu mieliśmy mnóstwo możliwości szlifowania języków obcych. Podzieleni zostaliśmy na dwie grupy lingwistyczne – francusko- i niemieckojęzyczną. Następnie, w każdym odwiedzonym miejscu, wykonywaliśmy przydzielone nam zadania terenowe – znalazło się wśród nich również przeprowadzenie ankiety z mieszkańcami regionu. Wieczorami, po powrocie do ośrodka, omawialiśmy zrealizowany program, oraz wykonywaliśmy rozmaite zadania językowe.

          Ogólnie wyjazd był niezwykle udany. Pozwolił poznać lokalne tradycje, zrozumieć zróżnicowanie kulturowe Szwajcarii oraz podnieść swoje umiejętności językowe. Tego typu wyjazdy dają możliwość zetknięcia się z  językiem obcym w praktyce, co sprawia, że dalsza jego nauka staje się zdecydowanie bardziej efektywna. No i wszyscy doszliśmy do jednego wniosku. Il faut apprendre les langues étrangères.

 

Kamil Kozak kl. IIA

 

 

Autorką zdjęć jest Pani Aleksandra Żychlińska

Wycieczka klasy 2A i 2D do Kotliny Kłodzkiej i Pragi

W dniach 3 -7 października 2016 r. uczniowie klas 2A i 2D odbyli pełną atrakcji wycieczkę na Dolny Śląsk i do Czech. Podziwiali Wrocław, wędrowali przez Góry Stołowe, przemierzali tunele twierdzy Kłodzko, poszukiwali złota w kopalni Złoty Stok, zwiedzali Pragę oraz odkrywali tajemnice podziemnego miasta Osówka i Zamku Książ. Nocowali w Kudowie Zdroju, gdzie wieczorami, po intensywnym zwiedzaniu nie zabrakło czasu na integrację międzyklasową. W roli opiekunów pojechali p. Katarzyna Kozielska, p. Magdalena Frąckiewicz-Wiśnioch, p. Romualda Kuśmierczyk i p. Maciej Rusiecki.

 

Poniatówka pod żaglami – Rejs STS Pogoria 2016

Relacja z rejsu  po Morzu Śródziemnym żaglowcem STS „Pogoria”  w dniach 25.03-3.04.2016

 

Parking pod warszawskim Torwarem, piątkowe przedpołudnie. Pierwsza zbiórka przyszłej załogi. Od początku wszystko idzie sprawnie – w pół godziny wraz z walizkami i bagażem podręcznym znaleźliśmy się w autokarze. Chwila na sprawdzenie obecności, odjazd.

Wraz z kolejnymi godzinami podróży autokarem fotele coraz bardziej nas parzą, rozgrzewa nas również myśl o żeglowaniu. Pragniemy poczuć morską bryzę i chłonąć energię śródziemnomorskiego słońca. W sobotę rano, gdy kontury wybrzeża stają się widoczne, nie możemy już wysiedzieć. Część z nas przykleja nosy do szyb, część zapamiętale ćwiczy wiązanie węzłów, nie omieszkaliśmy, bowiem zabrać ze sobą kilku krawatów.

Przed dziewiątą autokar dociera do portu w Loano. Drzwi się otwierają i eksplodujemy. Błyskawicznie zanosimy rzeczy na statek, by jak najdłużej beztrosko upajać się niemalże wakacyjną aurą. Nadchodzi czas na śniadanie w okrętowym kambuzie i pierwszą część marynarskiego szkolenia. Poznajemy stałą załogę statku, organizację pracy, zasady dyscyplinarne i przede wszystkim próbujemy opanować podstawowe żeglarskie czynności, jak rozwijanie żagli, spuszczanie pontonów na wodę czy brasowanie rei. Wieczór poświęcamy na zwiedzanie niewielkiego, zdecydowanie wypoczynkowego Loano.

Niedziela zaczyna się oczywiście śniadaniem wielkanocnym. Jest świątecznie, wesoło, nikomu póki co nie ckni się za wielkanocnym jajeczkiem w domciu. Nie ma zresztą na to czasu, bo czeka na nas drugi etap szkolenia. A w jego ramach – ekscytujące chodzenie po rejach, czyli „spacery” na kilkudziesięciu metrach wysokości. Wieczorem jesteśmy już gotowi do wypłynięcia. Obieramy kurs na Niceę…

Podczas sześciu dni żeglugi przebyliśmy 302 mile morskie i zdołaliśmy zwiedzić aż trzy wyjątkowe miejsca. Odprężyliśmy się w nad wyraz pięknej, kurortowej Nicei, później posmakowaliśmy korsykańskiej sielanki w Saint Florent, by na koniec wczuć się w burzliwy, szumny i chaotyczny klimat Genui. Przez tyle czasu na zaledwie kilkudziesięciu wspólnych metrach kwadratowych zdążyliśmy stworzyć w ramach wacht zgrane zespoły. Realia morskiego życia wymagają od ludzi i międzyludzkich relacji zdecydowanie więcej niż w Warszawie. Jestem przekonany, że przeszliśmy tę ciężką próbę pozytywnie. Każdy z nas to chyba czuje już teraz, a z pewnością kiedyś ta szczególna więź zaprocentuje.

Zdecydowanie najczęściej poruszanym tematem na pokładzie była choroba morska. Wszyscy nawzajem utwierdzali się w przekonaniu, że każdy z nas prędzej czy później podczas tego rejsu będzie musiał z nią się zmierzyć. Nie taki jednak diabeł straszny, jak go malują. Chorujących możemy policzyć na palcach jednej ręki, większości udało się szybko oswoić z kołysaniem. To zasługa najpewniej dość łagodnych warunków – przez połowę rejsu wiatr zaledwie nas smagał, nie przekraczał 6 stopni w skali Beauforta. Dopiero w ostatnich dniach mieliśmy do czynienia ze szkwałem i solidną ósemką. Ku pociesze przyszłych załogantów – choroba jest do wyminięcia!

Wspominając rejs, nie można zapomnieć o sprawczyni całego zamieszania – Pani Profesor Aleksandrze Żychlińskiej. To Ona, decydując się na powrót na pokład po całych szesnastu latach przerwy, wzięła na siebie cały trud zorganizowania wyprawy. Pokazała nam, na czym naprawdę polega miłość do żeglowania. Dziękujemy Jej za spotkanie z morzem i wszystkie niepowtarzalne doświadczenia z tym związane.

To był zdecydowanie intensywny tydzień, podczas którego każdy z nas nazbierał wspomnień za co najmniej miesiąc, a razem z nimi przywiózł ze sobą opowieści na co najmniej książkę. Te kilka akapitów to zaledwie naparstek naszych doświadczeń. Życzymy każdemu, by stały się kiedyś i jego udziałem.

 

Autorem relacji z rejsu żaglowcem STS „Pogoria” jest Jakub Jasiński – uczeń klasy 2E

 

fot. p. Barbara Tarnowska